Ks. Tomasz Cieniuch

Od ostatniego mojego pisania upłynęło sporo czasu… Doświadczam wiele dobroci i łask od Pana Boga. Szczególnie jak patrzę teraz z perspektywy kilku ostatnich miesięcy. Od czasu jak znalazłem się w El Estrecho ciągle coś się dzieje, bardzo intensywnie. Trzymiesięczny pobyt w pueblo na granicy z Kolumbią wiele mnie nauczył. Szczególnie jeśli chodzi o relacje z ludźmi. Są bardzo wrażliwi i w miarę czasu otwierają się coraz bardziej…, ale nie wszyscy. Każdy jest inny. Każdy ma swoje zalety i złe nawyki.
Mój czas w wiosce nad Putumayo upływał na niewielkich rzeczach. Trochę pracy, łowienie ryb, i oczywiście modlitwa. Gdyby nie modlitwa, chyba bym niektóre osoby, nie dokończę… ale tylko niektóre. Nauczyłem się bardzo ważnej zasady obowiązującej w dżungli, mianowicie, że jeśli ktoś mówi „si padre”, to wcale nie oznacza „tak proszę księdza”. Pojęcie tego bardzo pomaga żyć. To jest taki „kluczyk” do bycia cierpliwym… zacząłem pytać, co oznacza „si padre”, co oznacza to „si”. Oznacza „tak” czy też oznacza „nie”? najczęściej oznacza „nie”. Najkrócej: jeno myślą, drugie mówią i trzecie robią. Po prostu tacy są! Ale też kochają Pana Jezusa, kochają Kościół, modlą się. Mam wrażenie, że ich wiara jest większa od mojej. Dla nich wszystko jest takie nieskomplikowane, proste i radosne, nawet jak nie mają z czego ugotować obiadu.
Ostatni etap mojego pobytu w El Estrecho wykorzystałem na odwiedziny wiosek płynąc peke-peke w górę rzeki Putumayo. Towarzyszyli mi Saul (jako motorniczy i przewodnik) i Favio (jako katechista). Cała eskapada trwała prawie tydzień. Odwiedziliśmy cztery comunidades (wspólnoty). W Puerto Elvira odprawiłem Eucharystię. Jak się okazało pierwszą od siedemdziesięciu lat, czyli od powstania wsioski. Poświęciłem tam również cmentarz. Mszę odprawiałem w każdej wiosce i chociaż nie wszyscy byli do końca świadomi w czym uczestniczą, byli bardzo aktywni. Więcej czasu spędziłem w Ocho de Diciembre czyli Ósmego Grudnia. Mieszkaliśmy w domu „Casice” czyli wodza wioski. Dla mnie bardzo szczególne wydarzenie, bo pierwszy raz w życiu uczestniczyłem w ich codzienności… bez prądu, bieżącej wody w kranach, jedzenie na podłodze, spanie na podłodze, przygotowywanie posiłków, mycie się w rzece, woda do picia z rzeki. Owoce, ryby, kajman, juka – to ich codzienna dieta. My zabraliśmy ze sobą sól, makaron, ryż, makaron, jajka, olej, cukier, cukierki, paliwo – te produkty to rarytas! Właściwie w każdej wiosce najbardziej potrzebowali WSZYSTKIEGO! Do najbliższego „centrum handlowego” te wioski, które odwiedziłem mają 4-5 godzin peke-peke w dół rzeki i 7-8 godzin w górę rzeki. Jak nie mają benzyny (a najczęściej nie mają), a muszą się dostać do „miasta”, to zostaje wiosłowanie… W El Estrecho galon benzyny (4,2l) kosztuje 16 soli, a tam gdzie byłem kosztuje tylko 30 soli. Jeden galon wystarcza na 2,5 godziny. My do naszej ostatniej wioski czyli Ocho de Diciembre spaliliśmy 5,5 galonów benzyny. Wyprawa bardzo owocna była…
Na czas Świąt i Nowego Roku popłynąłem do San Pablo z moim kolegą Rafałem Kipigrochem. Rafał jest z diecezji częstochowskiej. Przybył do naszego wikariatu w listopadzie. Zdążył jeszcze mnie odwiedzić w El Estrecho. To był fajnie spędzony razem czas… Kiedy dopłynęliśmy do San Pablo, a była godzina druga w nocy, strasznie lało. Nasza barka miała ogromne opóźnienie, bo wszędzie się zatrzymywała, żeby rozładować albo załadować towar i oczywiście zabrać lub zostawić pasażerów. Rafał został w San Pablo, ja natomiast popłynąłem w Jego towarzystwie do Caballo Cocha. Po drodze w jednej wiosce Paranaquira udzieliłem sakramentu Chrztu świętego. Potem miałem to szczęście, że w innej wiosce Puerto Inca również chrzciłem. Tak więc kolejne misyjne doświadczenia, ale tym razem nad Rzeką Amazonką. Zdążyłem już odprawić również jeden pogrzeb w Caballo Cocha.
Teraz siedzę w Iquitos, żeby przygotować się do kursu katechetycznego w Indianie. Jest to coroczna impreza dla wszystkich, którzy prowadzą katechizację w naszym wikariacie: księża, siostry zakonne, katechiści, animatorzy i młodzież, która chce być katechistami lub animatorami w swoich wioskach. Kurs trwa prawie trzy tygodnie i rozpocznie się teraz początkiem stycznia. Potem powitamy naszego nowego biskupa i mam nadzieję, że dowiem się już bardzo konkretnie gdzie będę pracować, w jakim miejscu i z kim. Proszę o modlitwę w naszych sprawach, naszego wikariatu. Potrzeby są OGROMNE i personalne i ekonomiczne.

Udostępnij

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *