Ks. Tomasz Cieniuch

Z Iquitos to tylko sześć godzin płynięcia rápido – szybką łodzią. Cały czas padał dość mocny deszcz. Motorówka szła ślizgiem po Napo. Przecinała fale, co chwilę uderzając dnem o twardą taflę wody. Wraz z ludźmi z wikariatu wybraliśmy się na tzw. „Tydzień Parafialny”, żeby się spotkać z mieszkańcami z nad rzeki Napo. Jest około dwustu osób. Przybyli na spotkanie z czterdziestu dwóch wiosek, rozsianych nad brzegami Napo i jej dopływów. Temat jest o tyle ważny dla Naporunas (mieszkańcy z nad Napo, w większości są to indianie Kichwa) którzy będą zgłębiać „Etyczne kryteria dla najlepszego wyboru naszych przedstawicieli władzy”. Zbliżają się wybory. To dla ludzi gorący czas. Nie chodzi o uprawianie polityki, tylko o uświadamianie ludzi bez wykształcenia i często także bez żadnych większych praw, jak powinni postąpić jako wierzący. Ta akcja jest wspierana przez episkopat peruwiański.
Praca wśród tych ludzi, to nie tylko sprawy pobożne, ale również sprawy socjalne, ekonomiczne, gospodarcze. Muszą wiedzieć, żeby nie dać się oszukać.
Przewodzi ogólne hasło tygodnia parafialnego: „Voces unidas por el cambio” czyli „Wspólnymi głosami dla zmaiany”. Przewidziane są także inne formy aktywności, takie jak: warsztaty plastyczne, prace w grupach, poznawanie zwyczajów i obrzędów indian, degustacja masato (taki tradycyjny napój).
Życie w Santa Clotilde jest spokojne. To, co chyba najbardziej tę wioskę wyróżnia, to dobra organizacja. Jest tu szpital, prowadzi go o. Jack – augustianin z Kanady. Pomagają mu inni lekarze i pielęgniarki z zagranicy i miejscowi. Całe zaplecze łącznie z kościołem, plebanią, szkołą i basenem nawet zbudowali amerykańscy misjonarze w latach siedemdziesiątych. Jedynie drogi w wiosce zostały zrobione niedawno. W parafii pracują obecnie ojcowie oblaci Edgar i Roberto. Pomagają im siostry Służebnice Jezusa Eucharytsycznego.
W czasie twania tego tygodnia plebania żyje intensywnie. Od rana do wieczora jeat pełna ludzi. Szczególnie opanowana przez młodzież. Bardzo pomagają we wszystkich pracach.
Na dziś miała być rano w kościele odegrana drama na temat sznowania selwy (dżungli), ale od piątej tak lał deszcz, że mało kto przyszedł. Jak pada, nikt praktycznie nie wychodzi z domu. Nikogo to nie dziwi, nie irytuje, nikt się nie obraża. Po prostu pada deszcz… pada prawie codziennie, godzinę lub dłużej. Zawsze po deszczu jest dłuższą chwilę chłodniej, potem znowu gorąco.
Ludzie tu żyjący, to przede wszystkim indianie Kichwa. Mają swoje zwyczaje i swój język. Też mają swoją Mszę świętą w kichwa i nawet Nowy Testament. Ciekawostką jest, że Eucharystia jest cała na siedząco.
Tutaj w tej czeci selwy indianie Kiczwa czczą Pachayaya (Paczajaja), czyli Boga Ojca. Jest najważniejszy z całej Trójcy Świętej.
Tutaj w Amazonii, Kościół zdominowany jest przez mężczyzn. To oni nadają ton. Wielu z nich jest animatorami w małych wspólnotach w pueblach. Kobieta gdzieś stoi z boku. To jest bardzo charakterystyczne. Z jednej strony trzeba się cieszyć, że tylu mężczyzn uczestniczy w życiu religijno-społecznym, ale z drugiej strony pokazuje to, że kobiety nie mają wiele do powiedzenia. W większości przypadków mężczyźni w Peru kobiet nie szanują. Wiele się czyni, aby tę sytuację zmieniać.
Na koniec tego wpisu znak Krzyża świętego w kichwa:
Yaya shutipi – znak Krzyża św.
Yayapa shutipi
Churipa shutipi
Samayra shutipi
Kaitami ruranchi.

Pagrachu, czyli dziękuję.

Udostępnij

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *