Ks. Tomasz Cieniuch

Z Santa Clotilde wróciłem do Iquitos, by przygotować się do podróży do kolejnego miejsca misyjnego w naszym wikariacie. Zrobiłem potrzebne zakupy w dzień wypłynięcia. Biegałem trochę za dużym masłem i żółtym serem. Tych produktów w Pevas się nie kupi. W końcu dotarłem do portu „Pesceros” ok. godziny 15.30. Barka miała wypływać o godz. 18.00. Pomyślałem żeby poczekać już na niej do tego czasu. Kupiłem bilet do Pevas za całe czterdzieści soli i rozgościłem się na barce, rozwieszając mój hamak. Jeszcze nie płynąłem taką barką śpiąc w hamaku całą noc. Na pokładzie było już kilka osób. Też mieli swoje „wiszące łóżka”. Do godziny gdzieś 17.00 było bardzo spokojnie. Potem się zaczęło… W krótkim czasie barka stała się jednocześnie i statkiem pasażerskim i pływającym bazarem. U tej samej osoby można kupić jakieś ciepłe jedzenie i papier toaletowy. Iście ciekawe zestawienie produktów. Kupiłem tylko papier, tak na wszelki wypadek. Wypłynąłem równo o godzinie 21.00. ten cały czas siedziałem w hamaku. Niezła szkoła cierpliwości! I dwanaście godzin po Amazonce. Obok mnie powiesiła swój ha maczek pewna, bardzo ciekawska pani. Wypytała mnie jak się nazywam, skąd jestem, dokąd płynę i po co, ile mam lat, czy mam dzieci i ile? Oczywiście informacje poszły dalej i wszyscy na barce, jak przypuszczam już wiedzieli kim jestem…
W Pevas powitała mnie Ela Rotter, nasza kolejna świecka misjonarka. Pracuje tu już prawie dwa lata. Jest jeszcze diakon Jovino i seniorita Belen. Cała trójka zaangażowana jest w duszpasterstwo w samym Pevas i na wioskach indiańskich kilku etni. Mieszkają tam przede wszystkim Bora, Murui (Huitoto), Yagua. Każde plemię ma swojego Kurakę, to znaczy wodza. Ciekawe doświadczenie miałem, bo kiedy odwiedziliśmy jedną z wiosek Bora, to najpierw poszliśmy do kuraki przedstawić się i poprosić o możliwość zwiedzenia wioski i ich maloki, czyli miejsca spotkań. Bez tej „procedury” byłoby trochę trudno poruszać się swobodnie.
Wszystkie indiańskie wioski rozłożone są nad rzeką Amazonki i Ampiyacu oraz Yahuasyacu. W tym rejonie jest prowadzone duszpasterstwo Indian. Szczególnie jeśli chodzi o ich kulturę, zwyczaje, język. To wszystko po woli zaciera się, ginie. Tworzy się dla nich specjalne projekty, działania długoplanowe. Zakłada szkoły z językiem castellano i miejscowym. Żyje spory procent analfabetów. Poznałem jedną Indiankę analfabetkę, ale jej najstarszy syn skończył studia. Jego matka poświęciła całe swoje życie, pracę dla syna, żeby się wykształcił. To są takie paradoksy życia.
W Pevas odprawiałem Mszę św. każdego dnia, głosiłem kazania na zmianę z diakonem, spowiadałem, odwiedzałem chorych z sakramentami. Ostatni raz na dłużej ksiądz był tutaj w Pevas chyba pięć lat temu. Widząc pracę misyjną w terenie często zdominowanym przez wdzierające się sekty i zdominowanym przez zachodnią kulturę, gdzie na oczach zamiera dziewiczość i piękno tej ziemi, gdzie jeszcze nie znają Jezusa Chrystusa stawiam sobie pytanie, co jako ksiądz mogę zrobić? Po ludzku – niewiele. Z Bożą pomocą dużo więcej. Brakuje rąk do pracy. Brakuje miejscowych powołań, brakuje środków finansowych, a jeśli jakieś są to stanowią kroplę w morzu potrzeb. Tu ludzie mają swoją godność, ale wielu idzie tam gdzie coś dają. Dlatego jest tak dużo sekt…
Był też czas na rekreację. Pływając małą łódką motorową „Miva – Polonia I” zwiedzałem piękne, zawsze zielone okolice, wioski, i oczywiście łowiłem ryby. Udało się złowić jedną sztukę, ale jaką! Złowiłem na ser żółty wandelię (kandyrę) czy też inna nazwa canero. Jest to najbardziej niebezpieczna ryba w Amazonii. Wślizguje się w naturalne otwory np. ludzkie i wyżera od środka ludzkie ciało. Od razu kazali mi ją zabić i wyrzucić. Był tez czas by popłynąć z grupą liturgiczną na mały rekonesans. Taki rzeczny piknik, nie wychodząc z naszej łodzi. Wędzona rybka, ale nie ca nero była przepyszna. Na deser podziwialiśmy wodne igraszki różowych delfinów. Niestety nie udało się zrobić zdjęć…
Do Iquitos z Pevas płynąłem w górę rzeki tylko całą dobę. Przed mną jeszcze będzie zapewne niejedna podróż do innych miejsc naszego wikariatu. Na ten czas kończę moje zwiedzanie Amazonii. W tym tygodniu, albo z początkiem następnego lecę do El Estrecho, ale już na dłużej, na moją misję…

Udostępnij

    2 odpowiedzi na „Pevas – ziemia miłości”

    • Śledzę od jakiegoś czasu trudy misyjne , życzę wytrwałości – z pomocą Bożą .

      • Pani Agnieszko, bardzo dziekuje i pozdrawiam Pania i rodzine z jakze innego swiata. Innego pod kazdym wzgledem. I prosze o modlitwe…

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *