Ks. Tomasz Cieniuch

Za dwie i pół godziny będę w Limie. Nade mną błękitne niebo, a poniżej kłębiaste obłoki a jeszcze niżej, na ziemi dywan niekończącego się tropikalnego lasu. W Polsce jest teraz godzina 22.30, tutaj 16.30. Widoki dech zapierają. Dolatując do Limy podziwiam Andy, które w zachodzącym słońcu Peru zachęcają, by je zdobyć, przemierzyć, zdobyć… chmury unoszą się nad nimi, niczym biały i miękki dywan. Jakby odwrócony był świat do góry nogami.
Lądowanie spokojne, ale nie słychać entuzjazmu wśród pasażerów. Nikt nie klaszcze w dłonie, tylko mój sąsiad i ja parę razy uderzyliśmy w dłonie. Zmęczenie bierze górę. Jestem szczęśliwy i bardzo głodny.
Wreszcie ląd. Temperatura powietrza jak w Polsce, tylko ciemno już, chociaż jest godzina po osiemnastej. Zgarnęły mnie z lotniska Erika i Lilian, nasze konwersatorki z CFM. Mieszkają w Limie. W stolicy jest głośno, bardzo ruchliwie, i trochę brudno ale nie wszędzie. Razem z ks. Fernandem, który jest Kolumbijczykiem mieszkamy w domu naszego wikariatu. Warunki są bardzo skromne jak na stolicę. Mamy najpotrzebniejsze rzeczy i nawet internet, pożyczony od adwokatów, którzy są naszymi sąsiadami na dole. Teraz w Limie jest zima. Nie ma śniegu, czasami mrzy deszcz. Temperatura dochodzi do +20 stopni Celsjusza. Dzisiaj, od kiedy tu jestem niebo było błękitne, a tak cały czas jest pochmurno. Jedzenia nie brakuje. Dzięki Panu Bogu wszystko się dobrze układa.

Udostępnij

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *