Ks. Tomasz Cieniuch

Miesięczne archiwum: Maj 2014

Każde spotkanie jest bardzo cenne. Szczególnie gdy spotyka się bliskie i mniej bliskie osoby. Każdy uścisk dłoni, każde dobre słowo,  gest życzliwości i przyjaźni nabierają nowej barwy,  nowej jakości. Są mocne. Ogarnia mnie jakaś nostalgia, tęsknota i radosne oczekiwanie na podróż do innego świata,  do innej cywilizacji. Podróż na misje. Wszystko to wiruje we mnie. Nie nastawiam się ani negatywnie ani nie planuję ponad to, co jest konieczne.  Jest pokój we mnie. Teraz w noc, kiedy cały nasz dom śpi, mogę pozbierać rozbiegane w ciągu dnia moje myśli. Otóż,  przypominam sobie jak przyjechałem do CFM, jak wnosiłem bagaż, pierwsze osoby, które spotkałem. Wszystko było pierwsze i jakże nowe! Powoli powszedniało,  jednak zawsze było inne. Pierwsa Msza święta. Pierwszy kryzys. Nieprzespane noce pełne różnych myśli, obaw, lęków… Ten czas w Centrum, to czas wzrastania,  krzepnięcia,  utwierdzania się w przekonaniu,  żeWSZYSTKO, ale to wszystko zależy od Pana Boga. To taki czas ogołacania. I dzięki Bogu! Pomaga w tym wspólnota. Każdy jest inny, więc i dziwactw było trochę. Ale wszystko w normie (ale zależy,  co się przyjmie za normę). Dziewięć miesięcy, to jak zdrowa ciąża. Potem rodzi się owoc miłości.  Tak, tu w Centrum jesteśmy jak owoc, który ma być dojrzały i smaczny. Misjonarz powinien być by z niego mogli nawet zrobić tak obrazowo „sok”. Kończę, bo zaczynam „gwiazdorzyć”. Dlatego lekka zmiana tematu. Mam już spakowane walizkę,  wór transportowy i mały plecak jako bagaż podręczny.  Wszystkiego jakieś 56 kg. Tyle mogę zabrać bez większych problemów. Bilet już jest. Załatwiam papiery do wizy. Posprzątaliśmy nasz pokój. Rafał teraz strasznie chrapie, a ja piszę. Z Rafałem będę w tym samym wikaraicie w Peru. Wczoraj minęło 15 lat mojego kapłańskiego życia. Nie wiem kiedy to przeleciało. Nie żałuję ani jednego dnia kapłańskiego życia.  Właściwie dzisiaj przeżywamy 30 – lecie istnienia Centrum Formacji Misyjnej.  Dziś rozjeżdzamy się do swoich domów i parafii. W dzień dziecka,  01 czerwca o godz. 12.00 w Łopusznie ks. bp Kazimierz Ryczan uroczyście pośle mnie na misje do Peru. Natomiast wylatuję 09 czrewca o 6.05 z Warszawy przez Amsterdam do Limy.  W Limie posiedzę chyba miesiąc,  żeby wyrobić wizę religijną. Tak więc prawie na wylocie! Zapraszam na posłanie misyjne cdo Łopuszna niedaleko Kielc.

 

Dzisiaj, na błoniach gnieźnieńskich, z rąk Nuncjusza Apostolskiego w Polsce, Abp Celestino Migliore otrzymałem krzyż misyjny. Dla mnie jak i dla moich kolegów i koleżanek z CeFoMu stało się jasne, że dokonała się rzecz niebywała. Zostaliśmy, każdy z nas – misjonarzami. Dla mnie osobiście to wydarzenie bardzo osobiste, intymne, tajemnicze w swej treści. Jest dla mnie również wydarzeniem wpisującym się w historię mojego bycia człowiekiem, mojego bycia chrześcijaninem, mojego bycia kapłanem Kościoła. Jest wydarzeniem wpisującym się w historię mojej ojczyzny. Dziś były kulminacyjne obchody ku czci świętego Wojciecha i ogólnopolskie dziękczynienie za dar kanonizacji Jana Pawła II.
Otrzymałem nie tylko krzyż misyjny, ale znak, dowód ze Ojciec święty mi ufa. Krzyż nałożył mi Nuncjusz Apostolski. To tak, jakby sam papież nakładał mi krzyż misyjny. Ten krzyż jest ładnie wykonany z metalu i drewna. Posiada swoją wagę, lecz nie w znaczeniu masy. Wagę krzyża stanowi jego orędzie, które Kościół, poprzez biskupa poleca i nakazuje głosić. Chyba to stanowi centrum tego orędzia. Iść i głosić Jezusa Chrystusa. Nie ukrywam, że noszę w sercu ogromną radość z tej przyczyny, ale też noszę w sercu strach, czy podołam zadaniu. Nie chodzi tu o wiarę w siebie i przekonywanie samego siebie, że się podoła, że da się radę. Nie, to nie tak. Chodzi tu o uwierzenie w to orędzie, które przyniósł Jezus Chrystus. On przyniósł Dobrą Nowinę. On jest tym orędziem. I to jest dla mnie osobiście niesamowite! Zostaję posłany z tym krzyżem misyjnym głosić Jezusa. Głosić mojego Pana. Ale nie tylko mojego. Jezus jest Zbawicielem wszystkich. Tak więc, stając się misjonarzem staję wobec powinności głoszenia orędzia Jezusa. Ten przywilej misyjnego posłania bardzo, ale to bardzo zobowiązuje.
Proszę o duchowe wsparcie świętego Wojciecha i świętego Jana Pawła II. I Was, którzy czytacie mojego bloga też proszę o modlitwę.