Ks. Tomasz Cieniuch

Dwa dni temu minął półmetek naszego przygotowania do wyjazdu na misje. Taki mały przełom. Życie nabiera tempa. Rozpocząłem szczepienia ochronne: WZW A+B, tężec, błonica, polio, dur brzuszny (tyfus), żółta gorączka (febra), wścieklizna, gruźlica, meningokoki… Oczywiście nie wszystkie naraz! Jest tego trochę. Przede wszystkim trzeba się zaszczepić jeszcze większą wiarą i zaufaniem do Pana Jezusa. To nie jest pobożne życzenie, ale rzeczywistość wiary. Bez tego elementu wszystko traci na znaczeniu i gubi się sens misji!

Dziś w naszej kaplicy domowej, w ramach przygotowania językowego, odprawialiśmy Mszę św. po hiszpańsku. Przewodniczyłem i powiedziałem krótkie kazanie (oczywiście wcześniej przygotowałem przy pomocy naszej konwersatorki). Ciekawe doświadczenie. Każda Msza św. jest taka sama, a jednak zawsze inna… Szczególnie, gdy sprawowana jest w innym języku. Ważne, żeby rozumieć samemu, co się czyta i mówi. Oczywiście zapomniałem jednego zwrotu. Wyleciało mi z głowy, ale pomogła nasza pani Ewa, która uczy nas hiszpańskiego od samego początku. Taki mały, permamentny udział wiernych świeckich w liturgii. Niby na zewnątrz byłem opanowany, ale małego stresa miałem. I chyba nie tylko ja.

Udostępnij

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *